sobota, 23 maja 2015

MARZENIA, PLANY, RZECZYWISTOŚĆ

Moje marzenia o ogrodzie już poznaliście...... (KLIK) Ogród w stylu wiejskim......
Ukwiecony, zarośnięty..... taki wyglądający na bardzo stary......
Pachnący i tętniący życiem......

W ubiegłym roku prawie tak wyglądał, tylko ponad metrowe chwasty trzeba zamienić pięknymi kwiatami, dosadzić kwitnące krzewy, wytyczyć nieregularne ścieżki, rozmieścić karmniki, poidełka dla ptaków i domki dla owadów. I stanie się ogrodem z moich marzeń.......


Jak to mówią, od marzeń się zaczyna, kolejnym krokiem jest ich realizacja. Mój ulubiony etap :) Żeby nie było, że nie lubię marzyć, wiecie przecież, że jestem niepoprawną marzycielką, ale uwielbiam te marzenia urzeczywistniać. A, że jestem niecierpliwa, nie mogłam się więc doczekać, kiedy rozpoczniemy prace w ogrodzie. Od lutego snułam plany, gdzie będą grządki kwiatowe, zakątek ziołowy, ogród warzywny. Sukcesywnie dokonywałam zakupu nasion warzyw, ziół i kwiatów. Planując nasadzenia, staram się jak najwięcej ocalić z tego, co od wielu lat już tam rośnie, a co pasuje do stylu country. Pozostaną więc staruteńkie wiśnie - jeszcze poniemieckie, trzy jabłonki, krzewy bzu i jaśminu, dzika róża, która obłędnie pachnie, chociaż w ubiegłym roku słabo kwitła oraz olbrzymie lipy, klony i dęby, które wyznaczają granice od południowo-zachodniej i zachodniej strony. W planach uwzględniłam również mini klomb kwiatowy założony przez Panią Danusię, poprzednią współwłaścicielkę. Rosną tam piwonie (u nas mówiło się peonie), floksy, hortensje, funkie i jakieś krzewy, których nazwy nie znam, a które latem obsypują się żółtymi drobnymi kwiatkami. Jest jeszcze spory krzak berberysu, z którym nie wiem, co począć, ponieważ jest na tyle duży, że zasłania jeden z krzewów bzu. Nie chciałabym się go jednak pozbywać, bo kwitnie i pachnie naprawdę cudnie, a z owoców można robić konfiturę, nalewkę i ma właściwości lecznicze. Jest on na naszej Liście Roślin, które chcielibyśmy mieć wokół domu. Taką Listę stworzyliśmy kilka lat temu, marząc o życiu na wsi. Skoro już jest, to szkoda mi go likwidować. Można by przesadzić w inne miejsce, tylko obawiam się, czy tak duży krzew się przyjmie? Czy jak go przytnę, to odbije i znów będzie taki okazały? Na razie więc go pozostawiam. Zapomniałabym o mirabelce, już trochę zdziczałej i nie owocującej, ale wczesną wiosną była radością dla moich oczu. Kiedy na pozostałych drzewach i krzewach dopiero pojawiały się pączki liści, ona była obsypana białym kwieciem, brzęcząca rojem pszczół. Tych odgłosów mogliście razem ze mną posłuchać w kwietniu (KLIK).


Zatem w marcu, jak tylko aura pozwoliła, wyruszyliśmy na podbój ogrodu. Dosłownie. Uzbrojeni w piły i sekatory. Najpierw pod tzw. nóż poszły krzaki, które kiedyś tworzyły osłonę przed wiatrem dla byłych właścicieli, wraz z okazałymi tujami, które jesienią wykopaliśmy i przekazaliśmy znajomym do ich ogrodu. Tym bardziej, że owo schronienie było na środku ogrodu, a mnie zależy na otwarciu przestrzeni. W owych krzakach skrywał się krzew forsycji (wcześniej niewidoczny), co mnie ucieszyło, bo forsycje bardzo lubię i ona również jest na wspomnianej wcześniej Liście Roślin. Trzeba tylko o nią zadbać, ponieważ nie mając przestrzeni życiowej, nie wyrosła zbyt okazałych rozmiarów.



Generalnie plan prac był taki: zbronujemy i zorzemy cały ogród, bym mogła go już zagospodarować. Już, jak dziecko klaskałam w rączki. Czekając jednak na zaprzyjażnionego sąsiada, który miał dokonać tego swoim ciągnikiem, postanowiliśmy przygotować Zakątek Ziołowy. Jestem przecież niecierpliwa :) Wymarzyłam go sobie na końcu ogrodu, w zakątku osłoniętym od wiatru przez graby z jednej strony i ligustr z dwóch stron. Najpierw dwa dni poświęciłam na formowanie tych krzewów w żywopłoty i porządkowanie terenu, a następnie mój P. zabrał się za skopanie ziemi. I wtedy dopadła nas rzeczywistość..... Cały ogród porastają chwasty - to wiedzieliśmy, ale że darń jest tak zbita i system korzeniowy owych chwastów pod nią jest tak gęsty, było dla nas dużym zaskoczeniem. Kiedy dodamy do tego jeszcze ciężką, gliniastą ziemię, już możecie sobie wyobrazić czym jest odzyskiwanie każdego kawałeczka ziemi. Tak, orką na ugorze. 






Jak widzicie, nie poddajemy się, ostudziło to jedynie naszą, moją niecierpliwość i już wiem, że mój wymarzony Ogród Kwiatowy będzie musiał poczekać na realizację. Priorytet mają warzywa, więc kiedy sąsiad przyjechał, poprosiliśmy tylko o zoranie miejsca pod Warzywnik, by jak najszybciej siać i sadzić. I tu, niestety spotkała nas kolejna niespodzianka. Okazało się bowiem, że zbronowane kępy trawy i perzu jest jeszcze trudniej wydobyć z gruntu niż te w Zakątku Ziołowym. Po dwóch dniach naprawdę katorżniczej pracy, już wiedzieliśmy, że całej powierzchni nie przygotujemy. I pomyśleć, że kiedyś ludzie tylko ręcznie uprawiali pola! Naprawdę nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić. Na odzyskanym kawałku posadziliśmy ziemniaki i posialiśmy kukurydzę, do jedzenia dla kóz i towarzystwa dla ziemniaczków. Resztę, kawałeczek po kawałeczku będziemy pozyskiwać i przygotowywać pod siew na jesienny zbiór. A warzywa posiałam w Zakątku Ziołowym. Szału nie będzie z ilością i jakością, ale zawsze to coś. Co swoje warzywa, to swoje. 




Długi wpis i może trochę nudny, i bez pięknych zdjęć (obiecuję, poprawię się w następnym poście), 
ale taka jest teraz nasza rzeczywistość. Długa i żmudna praca czeka nas w tym ogrodzie, lecz jakże fascynująca zarazem. I choć rzeczywistość zweryfikowała nasze plany, to nadal mamy marzenie, marzenie o ogrodzie...... Musimy jedynie na nowo zaplanować jego realizację.Napiszę Wam jeszcze o Sadzie, na który pokusił się mój P., ale bez obaw, innym razem ;)

Pozdrawiam Was wiosennie z zalążka mojego ogrodu :)
I wybaczcie mi Najmilsi, dłuższe milczenie, ale sami widzicie, mam pełne ręce roboty. 

Dziękujemy Dominikowi za pomoc.
Mamy bardzo dobrych sąsiadów....... :)