niedziela, 18 stycznia 2015

Magiczny krąg życia

         Czy często zadajesz sobie pytanie: Dlaczego to mnie spotyka? Dlaczego los postawił na mojej drodze tego człowieka, tych ludzi? Dlaczego tego doświadczam? Dlaczego jestem w tym miejscu? I co mnie tu doprowadziło? Zastanawiasz się, czy decyzje, które podejmujesz są właściwe? Ja bardzo często zadawałam sobie tego typu pytania. Kiedy byłam dużo, dużo młodsza miałam wrażenie zawieszenia w przestrzeni. Wydawało mi się, że życie przemija gdzieś obok mnie, że nie uczestniczę w nim do końca świadomie. I Byłam przerażona, że tak już będzie zawsze. Nie widziałam celu, nie wiedziałam dokąd zmierzam. Kiedy na świecie pojawiła się moja córka, a potem syn, to Oni stali się sensem mojego życia, ale w dalszym ciągu tkwiłam w jakiejś czasoprzestrzeni. Czułam, że egzystuję, że chcę czegoś innego. Nie do końca byłam spełniona, mimo że realizowałam się zawodowo, miałam swoje pasje i cudownego mężczyznę przy boku. Decyzje, które podejmowałam wydawały się błędnymi, bezsensownymi i nie zawsze właściwymi. Nie wiedziałam, dokąd mnie zaprowadzą, ale nigdy nie bałam się podejmowania ich. Zawsze towarzyszyła mi wewnętrzna odwaga. Podświadomie wiedziałam, że poradzę sobie...... I wtedy życie doprowadziło mnie (nas) do Glebisk, do Domu pod Macierzankowym Wzgórzem, a to, co się stało było dla mnie magiczne i niewytłumaczalne......  Nagle zrozumiałam, że to wszystko, co przeżyłam, czego doświadczyłam, miało przygotować mnie na ten właśnie nowy etap mojego życia. Stało się dla mnie jasnym, dlaczego Ci własnie ludzie pojawili się w nim, w tym właśnie a nie innym czasie  i dlaczego doświadczyłam tego wszystkiego, co mnie doprowadziło do tego momentu. Przez jedną, magiczną, krótką chwilę doznałam niezwykłego uczucia, że oto własnie odkryłam coś wielkiego, tajemniczego. Jakąś życiową prawdę o sensie istnienia, o ludzkiej egzystencji. Nagle zrozumiałam sens swojego życia...... Nagle otrzymałam odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania. Odnalazłam swoje miejsce na ziemi.......
Moje doświadczenia ukształtowały mnie taką, jaką teraz jestem, doprowadziły  mnie do tego punktu, w którym się teraz znajduję. I niektóre decyzje, które wtedy wydawały się błędne, okazały się tymi właściwymi. Bez nich nie byłabym tu i teraz....... Cechy, które w sobie wykształciłam: odwaga, upór, a jednocześnie wrażliwość na innego człowieka i otaczający świat, wiedza, którą posiadłam przez swoje dotychczasowe życie, to wszystko sprawia, że z nadzieją patrzę w przyszłość. 
Obecnie umiem spojrzeć na swoje życie bardziej globalnie. Doceniam je i lubię, ze wszystkimi jego aspektami. Z pokorą przyjmuję, to co przynosi mi los, bo wiem, że będzie to kolejne doświadczenie, z którego będę mogła czerpać w przyszłości.......


Moje życie zatoczyło magiczny krąg.......


A Ty, doświadczyłaś(eś) takiego magicznego momentu?

czwartek, 15 stycznia 2015

Jezioro w zimowej szacie

        Jezioro Taftowo, zwane też Tafty lub Tauty (a po niemiecku Tafter See) jest jeziorem polodowcowym, malowniczo położonym pośród lasu. Podobno wokół jeziora biegnie ścieżka, którą można obejść je dookoła. Jeszcze tego nie sprawdziliśmy, a więc kolejny spacer przed nami :)
Latem jest doskonałym miejscem wypoczynku z dość dużą plażą. A tak jezioro prezentuje się w zimowej odsłonie......






























wtorek, 13 stycznia 2015

Toaleta z widokiem :)

       Dosyć poświątecznego leniuchowania! Wczoraj mój P. zabrał się do dalszej pracy. "Pod nóż" poszła łazienka. Nasza do tej pory bardzo prowizoryczna toaleta stała się jeszcze bardziej prowizoryczna, ale........ z widokiem na ogród :) Przenieśliśmy ją chwilowo do pokoju kominkowego (póki co, i tak na razie nic się w nim nie dzieje), ponieważ tam są rury kanalizacyjne. Miło będzie popatrzeć na zwierzątka siedząc na...... tronie..... :) 
        W łazience do instalacji wodno - kanalizacyjnej trzeba przyłączyć jeszcze ciepłą wodę, skuć pozostały tynk, zainstalować ogrzewanie podłogowe, rozprowadzić przewody elektryczne, położyć nowy tynk, itd..... Niby nic, a jednak bardzo dużo pracy jak na jednego człowieka. Podziwiam P. za ten zapał i chęci. 
                                                JEST  MOIM  BOHATEREM!!!!!! 
      Chcemy też odsłonić cegłę na suficie, gdyż to jedyne pomieszczenie w domu, poza piwnicami, ze stropem Kleina, a ten bardzo nam się podoba. A swoją drogą jestem ciekawa, jak wyglądają cegły na tym stropie, ponieważ nad łazienką znajduje się olbrzymi komin z wędzarnią. To znaczy, że sufit łazienki jest podłogą owego komina, więc jest szansa, że cegły będą mało atrakcyjne. Mam nadzieję, że będzie inaczej. A potem już tylko glazura, terakota, malowanie i....... wystrój!, czyli to, co lubię najbardziej :)  Już nie mogę się doczekać, kiedy zacznę szukać płytek, armatury i dekoracji........ :)














poniedziałek, 12 stycznia 2015

Z nostalgią w sercu

      Znowu w Łodzi....... Te trzy tygodnie minęły tak szybko. Zbyt szybko....... Było cudownie rodzinnie i był też mały zastój w pracach remontowych, ale wszyscy potrzebowaliśmy nacieszyć się sobą. Zwłaszcza mój P., który przez prawie miesiąc był sam, ogromnie spragniony był naszego towarzystwa, więc nie naciskałam. Remont nie ucieknie, a rodzina jest najważniejsza.
Zawsze, kiedy przyjeżdżam do Łodzi z Glebisk, dopada mnie chandra...... smutek..... Nie umiem się zorganizować i ogarnąć. Nic mi się nie chce...... Zwykle walizka czeka kilka dni na rozpakowanie. Teraz jest tak samo......
I jeszcze ta pogoda...... Szaro i ponuro. W taką pogodę Łódź wygląda strasznie przygnębiająco. Przynajmniej dla mnie. I wcale nie uważam, że stare jest be, bo znalazła coś nowego. Zawsze będę miała sentyment do tego miasta. Tu się urodziłam i tu spędziłam całe swoje życie (poza rokiem, kiedy jako dziecko mieszkałam w Koszalinie). Tutaj mam rodzinę, przyjaciół i znajomych. Z Łodzią wiąże się wiele cudownych wspomnień.... Nie zmienia to jednak faktu, że tęsknię za Domem pod Macierzankowym, za przestrzenią, ciszą i bliskością natury. Tam ulatuje moje serce, wszystkie myśli..... Całe moje JA krzyczy, kiedy stamtąd wyjeżdżam...... 
Dwa dni temu, kiedy spacerowałam po gospodarstwie, szukałam powodów, które mogłyby mnie zniechęcić do tego miejsca. Próbowałam spojrzeć na nie naprawdę obiektywnie. I znalazłam: rozsypujące się budynki, wszędzie błoto, które przykleja się do butów, rozjeżdżona trawa przed domem (nie wiadomo czy odrośnie na wiosnę)



zbierająca się woda w dole pod drzwiami wejściowymi (nie można było go do tej pory zasypać, bo ziemia była zamarznięta),



zalane miejscami podwórko.....



Wszystko takie szare, ponure i nawet Macierzankowe Wzgórze jakieś smutne......


         Jednak to wszystko mnie nie zraża. We wszystkim widzę pewien artyzm, nieuchwytne piękno....... I pewnie pomyślicie, że sfiksowałam...... A ja nie zaprzeczę. Zwariowałam na punkcie tego miejsca i mam nadzieję, że jeszcze długo mi nie przejdzie.

czwartek, 8 stycznia 2015

Czworonożni mieszkańcy Domu cz. 4 - kocie zwyczaje

           Dawno nie było nic o kotkach, więc dzisiejszy wpis będzie poświęcony właśnie im.
Prawdę powiedziawszy, to nie są już małe kociaki, tylko "małe tygrysy". Mają zaledwie osiem miesięcy, a wyglądają już naprawdę imponująco....

Pyniek - Pynia

Myniek - Mynia
       Z imionami mamy pewien dylemat, ponieważ niektórzy domownicy nie zaakceptowali faktu, że dziewczynki okazały się być chłopcami, więc każdy mówi jak mu wygodnie: Mynia, Pynia, Myniek, Pyniek, Myniolek, Pyniolek, Myniuchna, Pyniuchna, Myńcia, Pyńcia.......  A co na to same kociaki? Ooo... są bardzo wyrozumiałe..... :) - reagują na wszystkie zawołania.
        Jak widzicie na zdjęciach Myńkowi pozostał szelmowski uśmiech na mordce :) Pasuje do jego charakteru. Od początku był śmielszy i odważniejszy. To on jako pierwszy rozpoczął polowania. Pierwszą zdobyczą była żaba. Pamiętam, kiedy ją schwytał, wpadł w taką radość, że skakał po podwórku trzymając ją w pyszczku, nie wiedząc, co z nią począć. Potem już efektem łowów były myszki.... Z czasem i Pyniuś nauczył się polować i chyba sprawia mu to dużą przyjemność, bo chętniej teraz wypuszcza się na łowy do koźlarni, stajni czy stodoły.




       Niektórym z Was może się to wydawać brutalne, co Pyniek robi z tą myszką. Dla mnie, paniusi z miasta, na początku takie było. Z czasem dopiero zrozumiałam, że w gospodarstwie koty od tego właśnie są. Eliminują mysich intruzów, którzy w nocy zakłócają sen, dostają się do miejsc, w których nie są mile widziani i zjadają to, co nie jest przeznaczone dla nich. "Zabawa" w kotka i myszkę polega na zmęczeniu i wycieńczeniu małego gryzonia, by nie mógł się już bronić i uciekać. Ostateczne następuje już w odosobnieniu......
       Poza tym szczególnym momentem polowania, kiedy górę bierze instynkt, to nasze kociaki są największymi czworonożnymi piecuchami i pieszczochami, jakie w życiu widziałam. Większość dnia spędzają na wylegiwaniu się w ciepłych i zacisznych miejscach - w fotelu, na kanapie...... Nie pogardzą też siedziskiem krzesła, ukrytym pok stołem czy niewielką pufą przy piecu. Nawet dywan jest doskonałym miejscem na drzemkę. Tak, spanie to jest to, co kotki lubią najbardziej......








Uwielbiają też wciskać się w ciasne zakamarki mebli.




          Nasze  kociaki, jak pisałam wcześniej to olbrzymie pieszczochy. Uwielbiają głaskanie, mizianie, ocieranie się o nogi. Wystarczy, że ktoś usiądzie na fotelu czy kanapie, zaraz wskakują na kolana i wygodnie sadowią się w oczekiwaniu na pieszczoty. Wyciągają się i wystawiają brzuszki..... byle jeszcze...... byle więcej....... I nie ma znaczenia, co teraz robisz, rzuć to i zajmij się mną :) Tak bardzo tego potrzebuję......







        Niewiele miałam w życiu do czynienia z kotami, ale te które które znałam nie były tak przymilne. Kotka mojej Mamy, Kitka, pozwalała się dotknąć tylko Jej, kiedy oczywiście miała na to ochotę i dobry humor. Pozostałych, nawet innych domowników omijała szerokim łukiem. Koty moich znajomych też do milusińskich nie należały. Dlatego, kiedy je dostaliśmy, miałam mieszane uczucia. Bałam się, że Myniek i Pyniek będą takie same. Ogromnie się cieszę, że moje obawy się nie sprawdziły. Nasze koty są bardzo oddane, ufne i miłe nie tylko dla nas, ale też dla wszystkich naszych gości. Są wyjątkowe - nieraz słyszeliśmy. Dostarczają nam wiele przyjemności i są naszą wielką pociechą.... Uwielbiamy je i uwielbiamy razem przyglądać się im zabawom i harcom. Uwierzcie mi, to lepsze od filmu w telewizji......